Samotnie na biegun, czyli… być jak Marek Kamiński i Gosia Wojtaczka

Małgorzata Wojtaczka - Samotnie na biegun

Kolejny dzień, kolejne zwijanie obozu, kolejny marsz. To już ponad 2 miesiące codziennej marszruty. Przestałam liczyć dni. Ale na pewno czuję zmiany w temperaturze. Rano było “tylko” około minus 20 C. Parę godzin później było już poniżej minus 30 C. Muszę uważać, aby nie tracić ciepła. Konieczne dodatkowe docieplenie. Daję radę, ale ten “tępy” śnieg wyciska ze mnie siódme poty. Czuję się jakbym ciągnęła po żwirze dwie ciężkie opony od traktora, każda po 50 kg. Dzień w dzień po kilkanaście km. Proszę nie pytajcie jak daleko jeszcze. Sama wiem, że muszę się śpieszyć, bo za kilka dni zamyka się już sezon. Ale nie chcę o tym myśleć aby nie zapeszyć. Po prostu idę. Krok za krokiem i potem jeszcze jeden.
/Małgorzata Wojtaczka – Antarktyda, 20 stycznia 2017/

 

Antarktyda – ostatni odkryty kontynent kuli ziemskiej, to miejsce pełne dramatyzmu. Marzenia, nadludzki wręcz heroizm, łzy zwycięstwa, ale i tragedie wielu podróżników, tworzą niezwykłą historie tego miejsca. Już w starożytności greccy geografowie wyobrażali sobie, że istnieje takie miejsce – południowy kontynent otoczony ciepłymi morzami i… mieszkańcami którzy chodzą do góry nogami. Gdy w XVIII wieku pierwsi śmiałkowie, wielcy odkrywcy i badacze wyruszyli na poszukiwania tego tajemniczego lądu, spodziewali się natrafić na bajeczny, tropikalny raj…
Dotarcie na Biegun Południowy szybko stało się dla wielu podróżników, niczym zdobycie legendarnego Świętego Graala. Niewielu jednak śmiałków odważyło się wyruszyć samotnie na biegun

 

Marzenia do spełnienia… zdobyć biegun

Jedynym Polakiem, który osiągnął samotnie Biegun Południowy, jest Marek Kamiński. Warto pamiętać, że ten polski polarnik, żeglarz i pisarz dokonał naprawdę niepowtarzalnej rzeczy: jako pierwszy i jak do tej pory jedyny człowiek na świecie zdobył jednego roku dwa bieguny! W maju 1995 roku dotarł na Biegun Północny, a już 27 grudnia samotnie zdobył Biegun Południowy. Pan Marek Kamiński rozpalił serca i wyobraźnię milionów ludzi w całej Polsce! To właśnie tego niesamowitego człowieka mieliśmy okazje  na Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie w 2016 roku. 
Kobietą, która jako pierwsza na świecie bez asysty dotarła do Bieguna Południowego, była Norweżka Liv Arnesen (1994r). Teraz samotnie na Biegun Południowy idzie Polka!

 

Gosia Wojtaczka – Na Biegun Marsz!

Pani Gosia Wojtaczka, jako pierwsza i jedyna do tej pory Polka, wyruszyła w samotny marsz w poprzek Antarktydy. Ta 51-letnia wrocławianka, śladami Norwega Roalda Amundsena, postanowiła zdobyć Biegun Południowy. Norwegowi towarzyszyli jednak ludzie, którzy podobnie jak on sam znali sposoby na przeżycie w ekstremalnych warunkach. Gosia Wojtaczka postanowiła wyruszyć kompletnie samotnie!

 

 

Samotnie i samodzielnie w krainie śniegu

Trasa wyprawy Pani Gosi Wojtaczki wiedzie od brzegu kontynentu, przez lądolód Antarktydy do Bieguna Południowego. Rozpoczyna się w zatoce Hercules Inlet na brzegu lodowca szelfowego Ronna, w pobliżu Gór Ellswortha. Tu znajduje się najwyższy szczyt Antarktydy – Mount Vinson (4892 m n.p.m.). Z poziomu morza Weddella, wspina się na płaskowyż antarktyczny stopniowo osiągając wysokość 2835 m n.p.m. na Biegunie. W połowie dystansu, pomiędzy Thiel i Pensacola Mountains, trasa przekracza masyw gór Transantarktycznych, który dzieli Antarktydę na wschodnią i zachodnią.
W ciągu około 60 dni Pani Gosia Wojtaczka ma do przebycia 1200 km na nartach, z saniami transportowymi, na których umieszczony jest cały potrzebny sprzęt i żywność niezbędne do przeżycia dwu miesięcy w Antarktyce. W sumie to ponad 100 kg!
Trasę wędrówki Pani Gosi można śledzić przez Tracker.

 

 

Wyścig z czasem i własnymi słabościami

Pani Gosia Wojtaczka codziennie zamierza pokonywać na nartach dystans ok 20 km, głównie pod wiatr wiejący w tych okolicach z siłą 3 stopni w skali Beauforta (ok 3-5 m/s), i w temperaturze około minus 20 stopni Celsjusza. W tych rejonach świata trzeba być samowystarczalnym i umieć radzić sobie z każdą nawet najmniejszą z pozoru banalną usterką. Wyprawa samotnie na biegun to gotowość na każdą ewentualność! Gwałtowne zmiany pogody i zmęczenie, to piekielna mieszanka, która może zakończyć się nagłym przerwaniem wyprawy lub nawet… śmiercią. Największe zagrożenia to huraganowe wiatry wiejące z siłą nawet 100 km/h, niosące zamiecie i spadek temperatury poniżej -30°c oraz zdradliwe szczeliny lodowcowe.

 

Gosia Wojtaczka, czyli kto?

Pierwsza Polka, która już za chwilę ma szansę dotrzeć samotnie na Biegun Południowy, to kobieta naprawdę niezwykła. Gosia Wojtaczka uwielbia kanioning i górskie trekkingi. To także prawdziwa pasjonatka wypraw jaskiniowych. W górach Picos de Europa w Hiszpanii, brała udział w odkrywaniu nowych jaskiń. Odwaga i determinacja oraz niezwykła pasja odkrywania świata pozwoliła jej dotrzeć na dno najgłębszej jaskini w tym rejonie – Sistema del Hou de la Canal Parda. To głębokość aż 903 metrów!
Pani Gosia to także miłośniczka ekspedycji w rejony polarne: na Islandię i Spitsbergen. Ta wspaniała podróżniczka, w warunkach zimowych zdobyła najwyższą górę Spitsbergenu – Newtontoppen (1717 m n.p.m.). Samotnie przeszła także ponad 120 km przez największy płaskowyż Europy – Hardangerviddę w Norwegii. Pani Gosia Wojtaczka to także doświadczona i mocno zaprawiona w bojach, uczestniczka żeglarskich wypraw polarnych, podczas których opłynęła jachtami żaglowymi m.in. – Spitsbergen, Przylądek Horn. Od jakiegoś czasu Pani Gosia “zachorowała” na Antarktydę i… Biegun Południowy.

 

 

Małgorzata Wojtaczka - Samotnie na biegun

 

 

Smak zwycięstwa, czyli łzy szczęścia…

Biegun Południowy jest już prawie na wyciągnięcie ręki… Codzienne relacje z niezwykłej wędrówki Gosi Wojtaczki z zapartym tchem śledzimy na Facebook – na profilu Samotnie na biegun oraz na wydarzeniu Kibicujemy Gosi Wojtaczce .

Każda nowy wpis budzi multum emocji… radość, podniecenie i strach! Trzymamy kciuki i modlimy się, aby wszystko poszło jak trzeba!

 

11 stycznia czytamy…

“…Do bieguna już niedaleko, oby tylko pogoda wytrzymała! Jak do tej pory naprawdę miałam nie najgorzej z pogodą, sprzęt świetnie się spisywał, praktycznie żadnych obtarć (!) i odmrożeń,
a słońce – żeby tak można się nim nacieszyć na zapas i przywieźć do Polski na pochmurne dni…”

 

15 stycznia Pani Gosia napisała jednak tak…

“…Jest jeszcze jedna sprawa. Presja czasu. Konieczność nadkładania drogi na początku, podczas obchodzenia głębokich szczelin lodowych, a w końcu grudnia omijanie wielu zasp (zastrug), ale przede wszystkim ten niesamowity śnieg, zupełnie bez poślizgu. Wszystko to powoduje, że mój marsz trwa tydzień dłużej niż zakładaliśmy planując wyprawę. To także oznacza, że powoli kończą się moje zapasy żywności. Kilka dni temu kierownictwo centrum logistycznego Antarctic Logistics & Expeditions (ALE) z bazy Union Glacier zaoferowało zrobienie samolotowego zrzutu z tygodniowym pakietem żywności. Jednak podziękowałam. Już wcześniej wygospodarowałam dodatkowe racje na ostatnie dni. Po konsultacji z Zespołem Brzegowym wyprawy i po przeliczeniu kalorii (dziękuję dietetykom w Polsce), lekko zmieniłam menu. Powinno starczyć Pomoc z zewnątrz nie jest konieczna! Jeszcze daję radę…”

 

19 stycznia pojawił się wpis…

“…Wszystko o czym teraz myślę to marsz i coraz krótszy sen. Mało czasu na refleksje i zachwyty. Codzienny rytuał rozbijania i zwijania obozu. Muszę pamiętać o odpowiednim posiłku i ubiorze. Przy wietrze ok. 40 km/h i temperaturze dochodzącej do minus 30 st. C łatwo o odmrożenia. Na to także nie mogę sobie pozwolić. Każdy błąd spowalnia mnie, a czasu coraz mniej. Za tydzień rozpoczyna się zwijanie letnich baz. Wiem, że na mnie czekają. Antarktyczne lato już się kończy. Ciągle zdziwiona jestem ilością opadów śniegu. Przecież to teren pustynny. Takie wyjątkowe lato. Już niedługo, od lutego do listopada zapanują tu lodowate wiatry i na prawdę niskie temperatury…”

 

20 stycznia przynosi nowe wiadomości

“…Daję radę, ale ten “tępy” śnieg wyciska ze mnie siódme poty. Czuję się jakbym ciągnęła po żwirze dwie ciężkie opony od traktora, każda po 50 kg. Dzień w dzień po kilkanaście km. Proszę nie pytajcie jak daleko jeszcze. Sama wiem, że muszę się śpieszyć, bo za kilka dni zamyka się już sezon. Ale nie chcę o tym myśleć aby nie zapeszyć. Po prostu idę. Krok za krokiem i potem jeszcze jeden…”

 

23 stycznia… to już tylko 25 km samotnie na biegun!!!

Wierzymy, że się uda! Kibicujemy całą rodziną… Najbardziej przeżywa to wszystko nasza mała, 7-letnia córcia, która codziennie pyta “Jak idzie Pani Gosi?”
To już na prawdę ostatnie kilometry! Finisz nastąpi najprawdopodobniej 25 stycznia.

Trzymaj się Dzielna Kobieto! Ucałuj Biegun Południowy od całego Krakowa i od całej Polski!

 


 

Zabawy z Archimedesem składają podziękowania Pani Marcie Grabowskiej oraz całej ekipie technicznej wyprawy Małgorzaty Wojtaczki za wyrażenie zgody na wykorzystanie na naszym blogu – zdjęć i informacji zaczerpniętych z portalu “Samotnie na biegun” oraz z Facebook.

W naszym poście wykorzystano także cytaty z wypowiedzi Pani Małgorzaty Wojtaczki umieszczonych na Facebook.

 

 

Samotnie na biegun, czyli… być jak Marek Kamiński i Gosia Wojtaczka
5 (100%) Opini: 4

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*