(Przy)Krótka historia czasu



0011

Tego dnia Księż­nicz­ka Mari­po­za mia­ła od rana dość kiep­ski humor. Umó­wi­ła się ze swo­im wuj­kiem Boni­fa­cym na poran­ną obser­wa­cje wscho­dzą­ce­go słoń­ca i… zaspa­ła. Budzik zwy­czaj­nie nie zadzwo­nił! Potem oka­za­ło się, że na śnia­da­nie poda­no bułecz­ki cytry­no­we a mia­ły być jej ulu­bio­ne cze­ko­la­do­we. Pała­co­wy kucharz Paf­nu­cy pomy­lił sobie dni tygo­dnia i… menu wtor­ko­we podał w ponie­dzia­łek! Potem było jesz­cze gorzej… Pani Matyl­da — nauczy­ciel­ka Mari­po­zy, zła­pa­ła jakieś paskud­ne prze­zię­bie­nie i… kolej­na lek­cja tań­ca mia­ła odbyć się dopie­ro za tydzień. Na domiar złe­go oka­za­ło się, że zagi­nę­ła gdzieś prze­sył­ka od cio­ci Luizy. Nie była to zwy­kła prze­sył­ka, lecz obie­ca­ny cał­kiem nowy księż­nicz­ko­wy kalen­darz. Smut­na i tro­chę zre­zy­gno­wa­na Mari­po­za podrep­ta­ła do zam­ko­wej biblio­te­ki. Biblio­te­ka była ogrom­na i… pach­nia­ła książ­ka­mi. Przy sto­li­ku obok okna sie­dzia­ła Kró­lo­wa i prze­glą­da­ła jakiś album ze zdję­cia­mi. Uśmie­cha­ła się deli­kat­nie do sie­bie i coś sobie cichut­ko nuci­ła.
— Mamo — kim jest ta dziew­czyn­ka w tej śmiesz­nej różo­wej sukien­ce? — zapy­ta­ła Mari­po­za
— Ach, to Ty kocha­nie — kró­lo­wa wyda­wa­ła się być lek­ko zakło­po­ta­na, że ktoś przy­ła­pał ja na śpie­wa­niu w biblio­te­ce. — To two­ja pra­bab­cia Zofia, kie­dy mia­ła 4 lat­ka. Nie­ste­ty z tego okre­su zacho­wa­ło się zale­d­wie kil­ka zdjęć. To były takie cie­ka­we cza­sy… Pięk­na histo­ria… — doda­ła ze smut­kiem. — Szko­da, praw­da?
Mari­po­za cięż­ko wes­tchnę­ła.
— Wiesz mamo, ten czas to jest jakaś okrop­na rzecz! Nie lubię cza­su! Chcia­ła­bym, aby czas moż­na było cofać, albo… żeby dało się go liczyć jakoś ina­czej! A naj­le­piej gdy­by cza­su nie było w ogó­le! Nie lubię robić cze­goś na czas!
Kró­lo­wa popa­trzy­ła czu­le na Mari­po­zę, pogła­ska­ła ja po gło­wie i powie­dzia­ła:
— Mari­po­zo — już chy­ba czas abyś ponow­nie odwie­dzi­ła wróż­kę Ludol­fi­nę.

 

- Miło Cię widzieć ponow­nie księż­nicz­ko! — powie­dzia­ła na powi­ta­nie Ludol­fi­na — Jesteś goto­wa na nową nie­sa­mo­wi­tą przy­go­dę? Kot­ka Rok­so­lan­ka już na Cie­bie cze­ka. Baw­cie się dobrze!

Wzię­łam na ręce Rok­so­la­nę, spoj­rza­łam jesz­cze szyb­ko na Ludol­fi­nę i… tro­chę nie­śmia­ło weszłam do kom­na­ty z napi­sem: „Mate­ma­ty­ka cza­su”.

- Ciem­ność! Widzę ciem­ność! — krzyk­nę­ła Mari­po­za — Gdzie ja jestem? — doda­ła tro­chę prze­stra­szo­na
Nagle całą kom­na­tę wypeł­ni­ło jaskra­we świa­tło, a przed nią uka­zał się nie­sa­mo­wi­ty widok… Mari­po­za zro­zu­mia­ła, że jest na pokła­dzie jakie­goś stat­ku kosmicz­ne­go!
— Witaj Mari­po­zo!. Pozwól, że się przed­sta­wi­my. Jestem kapi­tan James Kirk a to mój pierw­szy ofi­cer Spock. Jeste­śmy na stat­ku kosmicz­nym Enter­pri­se. Czy jesteś goto­wa zmie­rzyć się z cza­sem i „Śmia­ło kro­czyć tam, gdzie nie dotarł jesz­cze żaden czło­wiek” . To będzie Two­ja (Przy)Krótka histo­ria cza­su…

Mari­po­za otwar­ła sze­ro­ko oczy ze zdu­mie­nia, po czym krzyk­nę­ła: – Jaki kurs, kapi­ta­nie?
– Dru­ga gwiaz­da po pra­wej i leci­my, aż do rana…

- Wiesz księż­nicz­ko — zaczął Kapi­tan — Histo­ria cza­su zaczy­na się na dłu­go przed tym zanim czło­wiek skon­stru­ował zega­ry czy kalen­da­rze. Dziś, wczo­raj, jutro… o to pyta­li ludzie już od naj­daw­niej­szych cza­sów. Nasi przod­ko­wie z epo­ki kamien­nej umie­li już mie­rzyć czas. Liczy­li dni obser­wu­jąc Słoń­ce, Księ­życ i gwiaz­dy. Tak m.in. zro­dzi­ła się doba, tydzień i mie­siąc. Tro­chę póź­niej ludzie odkry­li, że czas moż­na mie­rzyć robiąc nacię­cia na drze­wie, malu­jąc krop­ki w jaski­ni lub zawią­zu­jąc supeł­ki na sznur­ku.
— Ok 10 tysię­cy lat temu miesz­kań­cy Bli­skie­go Wscho­du odkry­li rol­nic­two — dodał Spock. — Aby plo­ny były naj­lep­sze ziar­no musia­ło być wysie­wa­ne w okre­ślo­nym cza­sie. W sta­ro­żyt­nym Egip­cie rok zaczę­to liczyć od pierw­sze­go uka­za­nia się gwiaz­dy o nazwie Syriusz tuż po okre­sie zimy. Tak usta­lo­no, że rok ma 365 dni.

 

historia czasu

 

 

- Kapi­ta­nie! ‑krzyk­nę­ła Mari­po­za — A kim są ci dzw­ni dwaj Pano­wie? Cze­mu Oni się tak kłó­cą? Nie! Oni chy­ba chcą nam coś poka­zać…
— A… to zno­wu Ci dwaj sza­leń­cy- powie­dział Kapi­tan Kirk i moc­no się skrzy­wił.
— Księż­nicz­ko pozwól, że Ci przed­sta­wię to: Albert Ein­ste­in i jego kole­ga „po fachu” Iza­ak New­ton. — powie­dział Spock
— Nie przej­muj się — oni tak zawsze!- dodał Kapi­tan. — Iza­ak odkrył gra­wi­ta­cję a Alber­cik twier­dzi, że gra­wi­ta­cja zmie­ni­ła mu czas… A ten cały czas to rzecz bar­dzo względ­na… osza­leć moż­na!
— To fascy­nu­ją­ce! — powie­dział z podzi­wem Spock.

- Pano­wie — już może­cie opo­wia­dać o cza­sie… Słu­cha­my was uważ­nie.

 

historia czasu

 

— Czas jest względ­ny? A co to zna­czy? — zapy­ta­ła Mari­po­za
— Ależ to bar­dzo pro­ste! — obu­rzył się Ein­ste­in. — Otóż…

 

 

historia czasu

 

-Skąd ten dziw­ny meta­licz­ny chi­chot? — zapy­ta­ła zanie­po­ko­jo­na Księż­nicz­ka
— Ste­phen! ‑Natych­miast się uspo­kój! Napi­sa­łeś „Krót­ką Histo­rię Cza­su” to siedź cicho! — powie­dział Kapi­tan. — A ty Koper­nik — prze­stań robić głu­pie miny! Kosmi­ci może i nie ist­nie­ją, ale upływ cza­su da się mie­rzyć nie tyl­ko w Ukła­dzie Sło­necz­nym.
— Khm… krząk­nął zna­czą­co Spock i w myślach zaczął wspo­mi­nać swo­je dzie­cię­ce zaba­wy z kole­ga­mi… Tyl­ko dla­cze­go ten cały Mistrz Yoda zawsze wygry­wał i powta­rzał: „Niech Moc będzie z Tobą Mło­dy Wol­ka­ni­nie”?

 

historia czasu

 

— To może ja coś dodam… — powie­dział Ein­ste­in. — Nic nie poru­sza się szyb­ciej niż świa­tło. W próż­ni kosmicz­nej pręd­kość świa­tła to 300 000km/s. Na Zie­mi świa­tło bie­gnie co praw­da tro­chę wol­niej niż w kosmo­sie, ale i tak nikt i nic nie jest w sta­nie go prze­ści­gnąć. Świa­tło prze­bie­ga dro­gę z Nowe­go Jor­ku do Lon­dy­nu w dwie set­ne sekun­dy, czy­li szyb­ciej niż zdo­ła­my mru­gnąć okiem. Świa­tło poma­ga nam mie­rzyć odle­gło­ści od naj­dal­szych gwiazd i galak­tyk.
— I zno­wu poja­wia się kwe­stia upły­wu cza­su… — dodał Ste­phen.

 

historia czasu

 

- O Ludol­fi­no! — ten czas jest jed­nak cał­kiem cie­ka­wą rze­czą! — powie­dzia­ła z uśmie­chem Mari­po­za.

 

Zapra­sza­my do prze­czy­ta­nia innych naszych mate­ma­tycz­nych postów z cyklu: „Mate­ma­ty­ka jest pięk­na”

Logo projektu Matematyka jest piękna

Komentarze na temat “(Przy)Krótka historia czasu

  1. Intry­gu­ją­cy spo­sób przed­sta­wie­nia cza­so­we­go tema­tu 😀 Lek­cja fabu­la­ry­zo­wa­na? Cze­mu nie ^_^

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*